• Wpisów:20
  • Średnio co: 117 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 19:01
  • Licznik odwiedzin:2 348 / 2460 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Siedziałam na łóżku od poprzednich wydarzeń minęło już dość sporo czasu. Postanowiłam wrócić na stare śmieci. Wiele się pozmieniało. Ojciec mieszkał z kobietą, która podawała się za moją matke, Emil (ku memu zdziwieniu) nadal był z Luizą, Łukasz rozstał się z Kat...wiemieniać można by długo. Gdy weszłam do domu ojciec nie wiedział co powiedzieć...
Tata: Monika? Co ty tu robisz?
JA: Widzę, że cieszysz sie z mojego powrotu...
T: Oczywiście A jak tam medycyna.
JA: Nijak
T: Moja córka wreszcie będzie lekarką.
JA: Na twoim miejsu nie cieszyłabym sie z tego. Wyrzucili mnie z uczelni. Studiowałam bankowość, ale z tego to ja zrezygnowałam.
T: Monika...
JA: Nie kończ ni teraz.
Weszłam do pokoju. Włączyłam komputer i weszlam na mój portal na facebook'u. Po prawej stronie wyświetliły mi się osoby, które mogę znać. Wśród nich Luiza i Emil. Jakie to słodkie mają wspólny profil. Na głównym zdjęciu ich fotografia z wesela. ach co to był za ślub- pomyślałam.
 

 
Janusz wrócił ze szkoły. Byłam ciekawa co takiego wymyślił i co to za wiadomość, którą miał dla mnie. Nie chciałam go pytać wprost, ponieważ moim zdaniem to niekulturalne. Ale nie musiałam go pytać. Sam przyszedł do mojego pokoju. Usiadł na łóżku obok mnie.
Janusz: Rozmawiałem z kim trzeba i zostałaś przyęta do mojej szkoły.
Ja: Co?
Janusz: Zostajesz tu we Wrocławiu.
Ja: Ale jak to? Tak po prostu mnie przyjęli?
Janusz: Tak.
Ja: Nie wierze.
Janusz: Ale...
Ja: Zastanawiałam się kiedy to powiesz.
Janusz: To wydział matematyczny. Rachunki, bankowość itp. Zawsze mówiłaś, że z matematyki to nie ma na ciebie mocnych.
Ja: Tak to prawda. Uwielbiam ją.
Janusz: I jeszcze jedno ale.
Ja: Słucham.
Janusz: Grzebałem w twoich rzeczach.
Ja: Proszę, że co?
Janusz: To nie tak jak myślisz. Szukałem kopi twojej matury. Powiedziałaś mi kiedyś, że zdawałaś matematykę na rozszerzeniu, bo nie byłaś pewna, że medycyna to to co kochasz. Znalazłem i zaniosłem. Tyle.
Ja: Dzięki. Tak naprawde nie chciałam wyjeżdżać z Wrocławia.
Długo jeszcze rozmawialiśmy. Musiałam zdać zaliczenia z pierwszego roku, w zasadzie z połowy i jeśli będą pozytywne, przyjmą mnie. Byłam szczęśliwa. Nie wiem jak do tego doszło, ale w pewnym momencie poczułam jego rękę na moim kolanie. Na szyi jego oddech. Serce zaczęło mi bić jak szalone. Nagle jego usta zetknęły się z moimi, pocałował mnie, a ja czułam jak drżą mi ręce. I wtedy Alina, moja współlokatorka i w dodatku moja koleżanka z pokoju, weszła. Pewnie zrobiłam się czerwona jak burak. Alina stanęła jakby zobaczyła ducha. Janusz sie spłoszył i sie odsunął, potem wstał i wyszedł.
Alina: Co to miało być?
Wrzasnęła wściekła.
Ja: Co?
Alina: Ten pocałunek, a co!!
Ja: Pocałunek, najpiękniejszy w...
Alina: Nie kończ.
Ja: Co się stało.
Alina: A to, że ja tu mieszkam z Januszem i innymi już rok. Ty wprowadziałaś się tu niedawno i już się z nim całujesz.
Ja: Nie rozumiem twojej złości.
Alina: To miał być mój pocałunek.
Ja: Nie rozumiem.
Alina: Ogólnie mało rozumiesz. Janusz jest mój.! Chciałm go poderwać, kręce sie przy nim ciągle, ale on mnie nie zauważa. Ty wszystko rujnujesz.
Zrozumiałam Alina była zazdrosna o Janusza. Tylko pominęła jeden fakt, że to on zaczął całować mnie. Między nami nic nie było. Nic. Ale mogło coś być. Zaraz jednak odsunęłam te myśl z mojej głowy. Pierwsza zasada: Nie wiąż się z dobrymi znajomymi i z współlokatorami z tego wyjdą same problemy. I miałam rację, tylko serce doszło pierwsze niż rozum do głosu.
CDN
  • awatar Koocham! ♥: kiedy będą kolejne ? już długo czeekam i sie doczekać nie moge <33 a to jest naprawde bardzo ciekawe :3 masz do tego talent
  • awatar be happy . ♥: Super ;D Miałaś mnie informować! xD
  • awatar Gość: extra... czekam na kolejne...<3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Z samego rana, jeszcze przed zajęciami, pojawiłam się u dyrektora. Kolana miałam z waty. Myślałam, że zaraz ucieknę, zaszyję się w ciemnym koncie i nie wyjdę do końca świata. Zostałam wyczytana i weszłam do pomieszczenia. Już samo to w jaki sposób mnie zawołali pobudzało moją wyobraźnię. Ten ton głosu wywołał u mnie dreszcze. Widziałam złe miny kilku wykładowców, a reszta się uśmiechała. Wtedy już kompletnie nie wiedziałam co myśleć.
Dyrektor: Panna Kroll.
Ja: Tak, zgadza sie.
Dyrektor: Długo jeszcze po pani wyjściu dyskutowaliśmy o tym przypadku. Nie możemy pozwolić sobie na jakieś wybryki. Na co co popsuje obraz tej szkoły.
Ja: Oczywiście rozumiem. I mogę Państwa zapewnić, że do żadnych owych wybryków nie dojdzie, poniewaz...
Dyrektor: Wiem Panno Moniko.
Ja: Dziękuję za zrozumienie.
Dyrektor: A jednak zrozumienia brak.
Ja: Jak to? Nie rozumiem.
Dyrektor: Nie zrozumiała pani tego co powiedziałem. Nie możemy sobie pozwolić, więc usuwamy panią z listy studentów.
Ja: Tak nie można.
Dyrektor: Ależ można. Pani przeszłość jest bardzo barwna. Niestety, ale pani musi opuścić tę szkołę.
Ja: Dziękuję.
Dyrektor: Tomy dziękujemy.
Nie wiedziałam co robić. Na zajęcia już nie musiałam iść, a do domu wracać nie chciałam. Gdzie miałam się podziać i co zrobić z dalszą nauką? Nie chciałam zakończyć edukacji na etapie liceum. Nie znajdę pracy i nie zarobię pieniędzy. Zastanawiałam się co dalej, co z moją przyszłością, gdy nagle zderzyłam się z Januszem. Janusz był moim współlokatorem. Nie powiem dość przystojnym.Ale nie to było teraz w mojej głowie.
Janusz: Co robisz? Chodzisz jakbyś przed chwilą wróciła z jakieś wojny czy coś?
Ja: Bo tak jest. Nie mam powodów do radości.
Janusz: Co się stało?
Ja: Usunęli mnie ze szkoły.
Janusz: Jak to?
Ja: Przeszłość. Uznali, że moja przeszłość była barwna, zbyt barwna.
Janusz: Barwna? Nie rozumiem.
Ja: Nie obraź się, ale nie chcę o tym mówić.
Janusz: Jasne rozumiem osobiste sprawy.
Ja: No tak. A ty co tu robisz, przecież to nie twoja uczelnia?
Janusz: Faktycznie. Pomogłem jednemu wykładowcy się tu dostać. Wracam właśnie...Może gdzieś cię podrzucić?
Ja: Nie dzięki. Idę do domu, zabieram rzeczy i ruszam przed siebie. Bez planu jakiegokolwiek.
Janusz: A medycyna? Odpuszczasz?
Ja: Nie mam wyboru.
Janusz: I co teraz, co dalej?
Ja: Nie mam pojęcia.
Janusz: Chodź na moją uczelnię tam cię przyjmą.
Ja: To juz jest pół roku w plecy. Nie raczej wrócę i w barze za barem stanę.
Janusz: Taka osoba jak ty będzie drinki nalewać?
Ja: Nie mam wyboru.
Janusz: Zapisz się na inną uczelnię.
Ja: OK. Spróbować można.
Janusz: To lecę, mam ważne zajęcia. Pa i dozobaczenia.
Tak słodko się uśmiechnął, że kolana mi się ugięły. Na chwilę zapomniałam o kłopotach. Dotarałam do mieszkania. Zadzwonił mój telefon. To był Janusz. Powiedział, że ma dla mnie super wiadomość i opowie mi o tym wieczorem. Byłam ciekawa co takiego chce mi powiedzieć...
CDN
 

 
Ja: Nareszcie jestem. Sorry, że to wszystko tak długo trwało, ale coś ważnego mi wypadło.
Luiza: A nasza rozmowa nie jest ważna?
Myślałam, że wstanę i dam jej w twarz. Jak ona śmiała się do mnie tak odzywać?.
Ja: Nikt cię tu nie zapraszał! Kto powiedział, że chcę tej rozmowy.
Luiza: Nie musisz zaraz krzyczeć.
Ja: Nie muszę, ale chyba powinnam. Chciałam ci tylko oznajmić, że to koniec naszej przyjaźni.
Luiza: Jak to? Nie mów tak.
Ja: Jak? Sama powinnaś to powiedzieć po tym co zrobiłaś.
Luiza: A niby co ja takiego zrobiłam?
Ja: Jeszcze się pytasz? Takich rzeczy się przyjaciołom nie robi. Słyszysz? Wychodzisz za mąż za mojego byłego chłopaka!
Luiza: Przeciez to nie koniec świata.
Ja: Nie koniec świata? Tak. Masz rację. Koniec tylko pewnej części. Dokładniej naszej przyjaźni.
Luiza: Proszę cię.
Ja: Nie chcę cię widzieć. Adoptujesz moje dziecko i nic? Tak bez mojej zgody? Co to wogóle był za sąd?
Luiza: Emil powiedział, że ma pełne prawa. Stwierdził, że nie wie co obecnie dzieje sie z matką. Sprawdzili i byłaś karana za prochy. Sprawa ta była z góry..
Ja: Jak mogłaś.? Nie poznaję cię Luiza.
Luiza: Ja nie chciałam źle.
Ja: NIe chciałam, a co to da. Wiesz jakie to obrzydliwe. Ja już mogłam nie żyć przez tego gościa, miałam iść do zakładu!!! Nic nie rozumiesz? Naprawdę nic?
Luiza: Wiem, że możesz byc zdenerwowana i zaskoczona.
Ja: Zaskoczona? Słyszysz samą siebie? ja nie zrobiłabym ci czegoś takiego.
Luiza: Ale ja go kocham.
Ja: Kochasz? On jest uzależniony od seksu. Chciał cię tylko przelecieć.
Luiza: On się zmienił. Podjął leczenie.
Ja: Tacy ludzie się nie zmieniają.
Luiza: Nie możesz cieszyć się moim szczęściem?
Ja: Wiesz jakoś nie potrafię. Przykro mi. Nie licz, że przyjdę na wasz "ślub".
Luiza: Ale Monika..
Ja: to koniec przyjaźni. Nie mieści mi się w głowie jak można tak podle się zachować.
Luiza: Jesteś zazdrosna? Chodzi ci o Emila, tak?
Ja: O tego dupka nie! W życiu. Nic do niego nie czuję. Raczej chodzi mi o Franka. Jak mogłaś zrobić to mi. Po tym wszystkim co razem przeszłyśmy?
Luiza: Chciałam dobrze.
Ja: Dobrze? Ukrywałaś się z tym. A teraz Franuś tobie będzie mówił mamo! Nienawidzę cię.!!!
Luiza: Nie łam mi serca.
Ja: Ty mi już złamałaś moje.
Luiza: Przepraszam. Myślałam, że inaczej zareagujesz.
Ja: Jak? Miałam skakać ze szczęścia? Nie potrzebnie przyjechałaś.
Rzuciłam jej zaproszeniem w twarz. Nie obchodzi mnie jak się wtedy poczułam.Ruszyłam przed siebie. Nie odwróciłam się. Nie mogłam jej tego zapomnieć. Takich rzeczy się nie robi. Poprostu przyjaźń zobowiązuje. Jedyne o czym marzyłam to zaszyć się gdzieś pod kołdrą. Jutro miałam zgłosić się do dyrekcji. Mieli postanowić czy wyrzucić mnie ze szkoły. Bałam się jutra i chciałam, aby nigdy nie naszło. Ale noc minęła szybciej niż myślałam...
CDN
 

 
Luiza przyjechała do mnie do Wrocławia. Chciała porozmawiać, ale ja nie miałam chyba ochoty na tę rozmowę.
Luiza: Hej. Możemy porozmawiać?
Ja: Tak jasne, ale troche mi się spieszy mam zajęcia.
Luiza: Spoko, ja mogę zaczekać.
Ja: Tak tylko one trwają jeszcze dwie godziny. Nie wiem czy to ma jakiś sens.
Luiza: Oczywiście, że ma. Zaczekam. Tłukłam sie tyle kilometrów.
Ja: Jak chcesz.
To były zajęcia dodatkowe, na które nie musiałam koniecznie iść. Ale chciałam odłożyć tę rozmowę na potem. Gdy usłyszałam wtedy w słuchawce, że bierze ślub z Emilem, ponieważ zaadoptowała Franka i razem z ojcem dziecka chce stworzyć kochającą rodzinę, wiedziałam, że nasza kolejna rozmowa zakończy się kłótnią. Już kiedyś postanowiłam sobie, że nie pomyśle, że gorzej być nie może, bo zawsze następował jakiś dramat. Jednak mimo woli pomyślałam. I wtedy jak grom z jasnego nieba stanął przede mna jakiś chłopak. Zaczął się jąkać. Zrozumałam tylko, że mam się zgłosić do pokoju nr 65. Nie zrozumiałam natomiast, że to pokój dyrekcji. Gdy zaszłam, kilka wykładowców wraz z dyrektorem szkoły czekało już na mnie. Biłam sie w myślach co moglo sie stać. Pomyślałam, że to wina tych pechowych słów. Dlaczego się nie zapytałam tego chłopaka o co chodziło?
Dyrektor: Usiądź proszę.
Ja: Dziękuję.
Wykładowcy się dziwnie mi przyglądali.
Dyrektor: Czy to prawda, że lubisz zajęcia z chemii?
Ja: Tak lubię.
Nie wiedziałam co to dziwne pytanie miało oznaczać.
Dyrektor: A lubisz przeprowadzać jakieś doświadczenia, które wymagają uzycia niebezpiecznych zwiąków?
Ja: Nie rozumiem pytania.
Wykładowca: Doszły nas słuch, że leczyłaś sie psychiatrycznie. To prawda?
Ja: Nie. Nic takiego nie miało miejsca.
Dyrektor: Czy aby napewno?
Ja: Tak napewno.
Dyrektor: Miałaś jednak podjąć leczenie. Czy to prawda?
Zrozumiałam już o co im chodzi. Pewnie wiedzieli o mojej próbie, albo raczej próbach samobójczych.
Ja: Nie miałam podjąć żadnego leczenia. Nie było takiej potrzeby. Jestem zupełnie normalna jak inne nastolatki.
Dyrektor: Maiałaś jednak problemy z prawem, narkotykami..
Ja: To już przeszłość. Zamknięty rozdział. Byłam na odwyku i nie biorę już półtorej roku.
Dyrektor: Więc to prawda. A co pani powie o róbach samobójczych.?
Ja: To nie były próby na poważnie. Nie chciałam się zabić. Pozwoliłam na to, aby tato mnie od tego odciągnął. Nie byłabym w stanie wbić tej strzykawki.
Dyrektor: Niech wraca teraz na zajęcia. Wrócimy do rozmowy po naradzie. Nie wykluczone jednak, że będzie pani musiała opuścić naszą uczelnię. Przepraszam, ale pani chyba sama rozumie, że z taką przeszłością trudno zostać lekarzem. Ma wtedy pani ciągle do czynienia z chemikaliami, lekami.
Ja: Tak rozumiem.
Ten dzień jeszcze nie dobiegł końca. Niestety wiedziałam, że czeka mnie za niedługo rozmowa z Luizą, którą chciałam odwlec w czasie. Jednak juz było po zajęciach. Zeszłam do kafejki i zaczęła się rozmowa.
CDN
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Udało się sama w to nie wierzyłam. Zdałam maturę i to nawet na zadawalającą ilość punktów. Dostałam się na wymażone studia we Wrocławiu, medycyna. Nie mieszkałam w akademiku tylko w domu wynajmowanym przez studentów. Wyszło mnie taniej. Poznałam nowych, interesujących ludzi. Mieszkałam z 3 dziewczynami i 3 chłopakami. Myślałam, że już całkiem oderwałam sie od przeszłości. Zapomniałam o Emilu. Miałam jeszcze przed oczami moje dziecko, które nigdy juz nie powie do mie mamo. Myślałam, że teraz gdy mieszkam dziesiątki kilometrów od mojego byłego domu, nic złego się nie zdarzy. I tak było przez pierwsze pół roku. Miałam kilka braków, więc musiałam je szybko nadrobić. Udało się. Ogólnie nauka nie była zła, dawałam radę, w moim nowym lokum też ok. Zaprzyjaźniłam się z Basią. Nagle otrzymałam list. W kopercie było zaproszenie na wesele. Miałam przybyć na ślub mojej przyjaciółki Luizy z ...Emilem! Nie wiedziałam czy to zwyła zbieżność imion czy może to właśnie ten Emil. Musiałam szybko do niej zadzwonić. Moje obawy potwierdziły się. On miała w najbliższym czasie wyjść za mąż za tego dupka. Nie wieżyłam, jak ona może zrobić coś takiego. Czułam sie jak w jakims kiepskim horrorze. Dlaczego? W skrócie: Emil to moja wielka, była miłość, jest ojcem mojego dziecka i w dodatku jest uzależniony od seksu.! Opowidziałam to wszystko Luizie. Okazało się, że ona zna całą prawdę. Będzie jego żoną, ponieważ... Nie, nie mogłam w to uwierzyc, telefon wypadł mi z ręki. Doszłam do wniosku, że stałam w łazience i komórka upadła niefortunnie na kafelki i nadawała sie jedynie do wyrzucenia. W uszach i myślach ciągle krązyły mi słowa Luizy. Pomyślałam jak to możliwe, przecież moja przyjaciółka dobrze znała Emila. Wiedziałam wtedy, że moje życie się juz nie zmieni i nigdy nie będzie bajką. Ciągle słyszałam: "Wychodzę za mąż za Emila, ponieważ ..."
CDN
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dzieckiem się już praktycznie nie zajmowałam. W głowie byli mi moi nowi przyjaciele, dyskoteki i alkohol, który lał sie strumieniami. Emil chciał jeszcze ze mną porozmawiać, ale ja nie chciałam. Żądał widzenia z synkiem, ale mu nie pozwoliłam. Nie chciałam pomyśleć co mógłby zrobić, czy nie okaże się jakimś pedofilem. Zbliżał się koniec wakacji, znowu musiałam wracać do szkoły. Postanowiłam przed pierwszym września pójść do dyskoteki. Przesadziłam trochę z alkoholem i rano szłam na kacu do szkoły. To była prawdziwa męka. Po kilku tygodniach zdałam sobie sprwę, że nie daje kompletnie rady. Mój kumpel Złota Rączka, tak go wszyscy nazywali, załatwił mi prochy. Powiedział, że mogę wziąć trochę i lepiej będę się uczyć. Tak też zrobiłam. Stopnie miałam coraz lepsze, ale coraz gorzej się czułam. Wpadłam w uzależnienie. To już był koniec. Ojciec nie chciał dawać mi już kasy, ponieważ coś już podejrzewał. Musiałam kraść. Ja z znajomymi zorganizowaliśmy napad na trzy stacje benzynowe. Pech chciał, że mnie złapali. Mój tato był policjantem, więc wyszłam szybko. Znaleźli przy mnie narkotyki, więc dostałam nadzór. Chodził za mną ciągle facet, który nie dawał mi żadnej prywatności, żadnej! O tym wszystkim dowiedział się Emil i twierdził, że odbierze mi małego. Nie przyszłam na rozprawę, bo wiedziałam, że przegram i Emil uzyskał prawa rodzicielskie, których mnie pozbawiono. Miałam strasznego doła, od kilku tygodni nie brałam i nie mogłam wytrzymać. Byłam zestresowana, poddenerwowana i agresywna. W szkole miałam same problemy. Zostałam zawieszona za to, że wyzywałam nauczycielkę od ci..., kur...itp. Potem było jeszcze gorzej. Pobiłam dyrektorkę i wyleciałam. Za pięć miesięcy miałam zdawać maturę, marzyłam o medycynie, a teraz mogłam pomarzyć. Poszłam na odwyk. Gdy wróciłam wszystko było inaczej, znów były wakacje, a ja nie miałam nic. Czułam jakby ktoś wyciął mi rok życia. Wróciłam do szkoły, ale już innej. Powtarzałam rok. Ale coś było nie tak. Nie brałam już i oderwałam się od starych znajomych. Tata chciał się wyprowadzić, ja go powstrzymałam. I wtedy wprowadziła się do nas ta kobieta, która była moją biologiczną matką, ale poza tym nie miałam z nią nic wspólnego. Brakowało mi Franka. Nie widziałam juz sensu w moim życiu i działaniu. Chciałam się zabić. Nałykałam się tabletek. Wzięłam wszystkie jakie znalazłam w domu. Okazało sie to niewypałem. Gdy wyszłam ze szpitala znów słyszałam tylko pretensje. Tabletki okazały się przeterminowane i nie miały już swojej siły. Postanowiłam spróbować jeszcze raz. Kupiłam strzykawkę z płynem, który jest niezawodny. JUż wbijałam, gdy igła się złamała, wtedy wszedł do pokoju mój tata. To był prawdziwy pech, próbowałam dwa raz i za każdym razem coś było nie tak. Znów dostałam goryla, który łaził za mną jak cień. Nie wiedziałam co robić, w szkole się nawet układało i wychodziło na to, że podejde do matury.
CDN
  • awatar Gość: super :D :) pisz dalej xD
  • awatar Gość: extra...:)
  • awatar sumienie: jeejku! świetne to1 + zapraszam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Tata dzwonił do mnie ciągle z powodu mojego niewyparzonego języka. Miałam dość wyłączyłam komórkę i zaczęłam się uczyć. Do poprawki w sierpniu zostały trzy dni, a ja wogóle nie zaglądałam do książek. Chciałam poinformować Emila o groźbach jego siostry, kierowanych pod moim i Franka adresem. Ale było już za późno. Następnego dnia po śniadaniu wyszłam na spacer z moim synkiem. Kierowałam się w stronę domu Ewy i Emila. Otworzyła ona. Zaprosiła mnie do środka, wtedy jeszcze nie wiedziałam dlaczego tak chętnie. Zapytałam ją gdzie Emil, a ta odpowiedziała, że w swoim pokoju. Gdy weszłam oniemiałam. Jak najszybciej z tamtąd wybiegłam. Zobaczyłam tam Emila w łóżku z jakąś blondyną. Więc Ewa miała rację mówiąc, że on nas nie kocha i ma gdzieś. Postanowiłam nie utrzymywać z nim już więcej kontaktów. Ale to było silniejsze ode mnie. Chciałam jednak usłyszeć co ma mi do powiedzenia. Umówiłam się z nim w kawiarni. Przyszłam bez Franka.
Emil: Witaj.
Ja: Daruj sobie. Może mi to jakoś wytłumaczysz?
Emil: To nie jest takie proste.
Ja: O to ja wiem, poprostu nie potrawisz znaleźć odpowiedniego argumentu, abym ci uwierzyła. Ale podpowiem cido tego nie ma żadnego sensownego wykrętu.
Emil: Ja nie szukam wykrętu. Chcę ci powiedzieć prawdę. Jest to trochę krępujące. Bo widzisz..
Ja: Nie chcę widzieć, chcę usłyszeć.
Emil: Ja jestem...
Ja: No powiedz to wreszcie. Ja to mogę powiedzieć za ciebie. Jesteś zwykłm świnią i dupkiem jak każdy inny facet.
Emil: Ja jestem chory.
Ja: To cię usprawiedliwia.
Emil: W PEWNYM SENSIE TAK. Dokładniej jestem uzależniony od seksu.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Kazałam mu się trzymać z dala ode mnie i dziecka. Mieszkałam jeszcze u znajomych, aż do poprawki. Ku mojemu zdziwieniu zdałam i przeszłam do następnej klasy. Potem się wyprowadziłam do ojca. Nie miałam wyjści, ponieważ nie miałam pieniędzy, a od tego Emila nie chciałam ani grosza. Byłam załamana i nie wiedziałam co robić. Jedyne co przyszło mi do głowy to wyrzucić to wszystko z siebie. Tak tez zrobiłam. Zadzwoniłam do przyjaciela. Łukasz mnie pocieszał i obiecywał, że wszystko się ułoży. Ewa dopieła swego, rozwlił się mój związek i pewnie była szczęśliwa. Od tamtej chwili czułam się strasznie. Zmieniłam się i to na gorsze. Chciałabym wyciąć tamten kawałek z mojego życia. Zaczęłam imprezować i obracać się w złym towarzystwie. To był początek końca...
CDN
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Bałam się własnego cienia. Nie sądziłam, że Ewa jest zdolna do tego, aby uszkodzić komuś samochód. Postanowiłam się z nią spotkać i porozzmawiać. Zadzwoniłam do niej i umówiłyśmy się w parku za godzinę. Nie byłam pewna co zrobić z synkiem Franusiem. Postanowiliśmy, że tak nazwiemy dziecko. Miałam mętlik w głowie, ale ostatecznie wzięłam go ze sobą. Ewa była zdumiona widokiem maluszka.
Ewa: I po co przyniosłaś z sobą to dziecko. Myślisz, że to coś zmieni? Nie rozumiesz, że zniszczyłaś życie Emilowi.! Był szczęśliwy z Candy, a ty rozwaliłaś jego związek.
Ja: Ewa to nie tak.
Ewa: A jak? Wzięłaś go na dziecko. Ale nie martw się zniszczyłaś jego życie to ja znisze twoje.
Ja: Ja nic nie zrobiłam Emil jest szczęśliwy. Kocha swojego synka. Chcemy być razem zrozum to.
Ewa: Nigdy nie zrozumiem. Ty też nie. On jeszcze nie wie i nie zdaje sobie sprawy z tego. Dam ci radę ze względu na to, że byłyśmy przyjaciółkami, mój brat traktuje was jak zabawki. Porzuci ciebie razem z maluchem. On nie jest stworzony do miłości.
Ja: Mylisz się. On nas kocha i nie zostawi.
Ewa: Zobaczymy. Ja jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa. Na twoim miejsu lepiej pilnowałabym Franusia i spała z otwartym okiem.
Odeszła. Teraz na serio zaczęłam jej się bać. Co ona sobie myślała. Musiałam porozmawiać z Emilem. Zadzwonił do mnie tata. Nie utrzymywałam z nim kontaktów. Był na mnie wściekły za to, że olałam szkołę, że mam dziecko, a ojcem jest Emil. Wiedziałam po co dzwoni, aby przypomnieć mi, że za trzy dni mampoprwkę i to zdecyduje czy przechodzę do następnej klasy. Ale pomyliłam się. Obiecałam, że pojawię się w domu za kilka minut. Gdy weszliśmy na górę zauważyłam jakąś obcą osobę w naszym salonie. Była to kobieta, widać zaraz było, że dobrze jej się powodzi. Była bogato ubrana, pełno biżuteri, a perfumy musiały kosztować co najmniej z 400 złotych.
Tata: Kochanie, chciałbym ci kogoś przedstawić. Ale najpierw chciałbym abyś wróciła z dzieckiem do domu. Dlaczego masz mieszkać kątem u znajomych. A wogóle jak tam sprawy materialne, dziecko przecież kosztuje.?
Ja: Nie wrócę do domu. A o inne rzeczy też nie musisz się marwić. Daję sobie radę. Może ja już pójdę.
Tata: Zaczekaj, ta pani to twoja matka.
Ja: Co???
Nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą słyszałam. Moja matka? pytałam sama siebie.
Mama: Tak skarbie.
Ja: Żadne skarbie. Nie jesteś moją matką. Moja mama zginęła w wypadku samochodowym miesiąc temu. Ty Nią nigdy nie byłaś i nie będziesz!
Zabrałam tylko małego i ruszyłam do wyjścia.
Tata: My chcemy ci pomóc.
Ja: Nie potrzebuję waszej pomoc. A już napewno nie jej. Nie musisz teraz zgrywać dobrego tatusia. Pod latarnią się dużo zarabia.
Nie wiem dlaczego te ostatnie zdanie padło z moich ust. Przecież ja nigdy nie prostytuowałam się, aby mieć kasę. Emil pracował i wspierał mnie finansowo. Uważał, że to jego obowiązek względem nas. Potem sobie uświadomiłam dlaczego tak powiedziałam, chciałam utrzeć tacie nosa, chciałam żeby poczuł się tak jak ja. Gdy wróciłam do domu było już późno. Franek zaraz zasnął, a ja już wiedziałam, że ta obca kbieta z salonu nigdy nie będzie moją matką.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
No to okazało się tata wpadł w dziką furię, jeszcze nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie. Zostałam w klasie na drugi rok, przecież dużo ludzi zostaje i nikt takich awantur nie robi. Ojciec stłukł trzy komplety szklanek a do tego zniszczył mi telefon. Powiedział, abym zapomniała o wszystkim i wszystkich i wzieła się ostro do nauki, aby w sirpniu zaliczyć poprawkę. Wiedziałam, że jej nie zaliczę. Byłam już w dziewiątym miesiącu lada dzień miałam urodzić. Z Emilem spotykałam się po kryjomu, aby tata nas nie przyłapał. Z Ewą nie widywałam się już od czterech miesięcy, więc jej zemsty nie brałam na poważnie. Gdy tak rozmyślałam, to złapał mnie skurcz. Rodzice zabrali mnie do szpitala. Trzy godziny później na świat przyszedł synek. Był cudowny, tak bardzo przypominał swojego tatusia. Zadzwoniłam natychmiast do Emila. Powiedziałam, żeby wpadł do mnie jak ojciec wyjdzie. Około osiemnastej się zjawił. Pech chciał, że mój rodzic zapomniał komórki i zastał Emila jak ten trzymał malucha na rękach. Wściekł się to mało powiedziane. Od razu go poznał. Wypominał mu, że siedział za gwałt i narkotyki. Był pewien, że to dziecko to także wynik gwałtu.
Tata: Więc to jest ojciec mojego wnuka?
Ja: Tato daj spokój. Nie rób awantur w szpitalu, proszę.
Do końca mojego pobytu w szpitalu Emil się więcej nie pojawił. Byłam zła na tatę. Gdy wróciłam do domu, spakowałam swoje rzeczy i wyprowadziłam się do moich znajomych, którzy wynajmowali dom wspólnie. Byli zachwyceni małym. Pomoc okazała mi tylko moja macocha, którą traktowałam jak matkę. Zadzwoniłam do niej gdy mały miał temperturę. Był tak rozpalony, że nie wiedziałam co robić. Przyjechała natychmiast. Wracając do domu (ok.23.00) nie mogła zapanować nad samochodem. Okazało się, że hamulce są uszkodzone i mama wjechała w przydrożne drzewo. Zginęła na miejscu. Nie umiałam się pozbierać po jej śmierci. Później dowiedziałam się, że za tym wszystkim stoi Ewa. Wariatka pomyślałam. Mogła jeszcze coś zrobić mi lub dziecku. Nie chciałam o tym myśleć. Policja jej nie zatrzymała, ponieważ nie miała żadnych dowodów. WARIATKA!
CDN
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Zadzwonił do mnie Emil. Powiedział mi, że właśnie rozstał się z Candy. Nie wiedziałam co powiedzieć. Przecież ja nie byłam w stanie powiedzieć Martinowi prawdy, za bardzo go kochałam. Gdy się rozłączył zakryłam się kołdrą i zaczęłam ryczeć jak małe dziecko. Najbardziej brakowało mi mojej mamy. Nie mogłam zrozumieć jak to się stło, że moja macocha, dla mnie obca osoba jako jedyna mnie rozumiała i mogłam na nia liczyć. Poszłam na podwórze. Ojciec ciągle chciał wyciągnąć ode mnie kim jest chłopak, z którym zaszłam w ciążę. Ja natomiast nie mogłam mu tego zdradzić. Znał Emila, przecież go aresztował, i jeszce widział w szpitalu. Już wtedy mi mówił, abym się z nim nie zadawała. Byłam rozbita. Postanowiłam zatelefonować do mojego chłopaka i wyznać mu prawdę, a tym samym zakończyć nasz związek. Rozmowa była ciężka. Martin miał do mnie pretensje, że rozstałam się z nim przez telefon, że nie spotkałam z nim się i nie porozmawiałam, ale ja nie miałam odwagi ani sił. Potem przyszedł do mnie Łukasz. Przyjaciel dobrze wiedział co się dzieje, bo informowałam go na bieżąco, nie mmiałam bowiem przed nim żadnych tajemnic. Dzień ten dobiegł końca. Byłam szczęśliwa, że mogę wreszcie iść spać. Następnego dnia miałam w szkole test, który miał znaczący wpływ na dalszą moją drogę nauki. Marzyłam o medycynie, więc zakuwania było dużo. Niestety egzamin nie wyszedł mi najlepiej, zaliczyłam go na dwa z plusem./ Nauczycielka stwierdziła, że mam jeszcze raz przemyśleć co chcę robić w przyszłości. Prawda była taka, że w szkole szło mi coraz gorzej, z Emilem nie miałam kontaktu, a ojciec dał mi szlaban z powodu złych stopni. Myślałam jak zawsze, że gorzej być nie może, gd nagle bywało. Ewa dowiedziała się jaki jest powód rozstania jej brata z Candy, uważała, że sprowadzam Emila na złą drogę i przysięgła zemstę. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co chce zrobić...
CDN
 

 
Nie miałam odwagi spojrzeć na wynik testu. Zadzwoniłam do przyjaciłółki, która była moją sąsiadką. Luiza przyszła dosłownie za minutę, za to ją kochałam zawsze mogłam na nią liczyć. Powiedziałam do niej, żeby odczytała wynik i opowiedziałam jej o wszystkim co sie stało. Luiza po spojrzeniu na test uśmiechnęła się, nie miałam pojęcia co to oznacza.
Luiza: No to kochana możesz się cieszyć.
Odetchnęłam z ulgą.
Ja: Jak ja sie cieszę.
Luiza: Ja też, ale obiecaj, że zostanę matką chrzestną.
Ja: Co?! Więc jestem w ciąży?
Luiza: No tak.
Ja: Ale mówiłaś, że mogę się cieszyć.
Luiza: Bo to radosna wiadomość.
Ja: Jak dla kogo. Ja mam 17 lat i nie chcę teraz mieć dziecka.
Luiza: Nie załamuj się zobaczysz wszystko się ułoży i będzie dobrze
Nie mogłam nic z siebie wykrztusić. Byłam załamana, ale z drugiej strony szczęśliwa. Ale zaraz potem mówiłam do siebie 'ty wariatko myślisz że złapiesz Emila na dziecko?' Gdy Luiza poszła zadzwoniłam do Emila.
Ja: Emil musimy się spotkać. Za pół godziny w pubie "Rozeta". Pa.
Nie dałam mu możliwości na odpowiedź, bo bałam się, że odmówi i nie przyjdzie. Minęło dwadzieścia minut, a już byłam na miejscu. Niespodziewanie przyszedł Emil.
Emil: Cześć. O co chodzi? Przez telefon wydawało mi się, że to poważna sprawa.
Ja: Bo tak jest. Mamy problem, jestem w ciąży.
Musiałam to wyrzucić, nie chciałam dłużej go wodzić za nos, nie chciałam niedomówień i bałam się, że potem się nie odważę. Reakcja Emila mnie zaskoczyła. Spodziewałam się wrzasku, zdenerwowania, przewracania stolików...itp. A on zaczął sie śmiać. Kompletnie nie wiedziałam o co chodzi.
Ja: Co cię tak bawi? Powiedziałam coś śmiesznego.?
Emil: Nie, poporostu my nie mamy żadnego problemu. My nie mamy.
Tak wiedziałam co teraz powie, że to tylko ja mam problem, że on nie da złapać się na dziecko, że mam spadać. bo jestem gówniarą i jest jeszcze aborcja.
Ja: Jakto nie mamy problemu?
Emil: Dziecko to nie problem to cud. Przecież mówiłem, że niczego nie żałuję i liczyłem się z konsekwencjami.
Ja: Naprawdę?
Emil: Mówię prawdę.
Ja: To co teraz zrobimy?
Emil: Mam plan. Do zobaczenia. Pa;*
Pocałował mnie w policzek. Nie wiem co sie stało, nie ogarniam tej chwili, co on wymyslił?
Wróciłam do domu. Postanowiłam powiedzieć rodzicom o dziecku. Nie wiedzialam jaki Emil ma plan, ale napewo ja urodzę to dziecko. Zwołałam wszystkich do salonu, mojego tatę, macochę i trzy przyrodnie siostry.
Ja: Jestem w ciąży. Zostaniecie dziadkami.
Ojciec wybiegł. a moja macocha podeszła i przytuliła mnie. Tata wrócił.
Tata: Kim jest ten zboczeniec?
Ja: Jaki zboczeniec?! Nie ma żadnego, a kto jest ojcem dziecka i tak Ci nie powiem.
Wybiegłam i poszłam na górę.
CDN
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Ewa: O Emil, a gdzie jest Monika?
Emil: Śpi.
Ewa: Śpi?
Emil: No śpi, a co? Przecież może, sen to ludzka rzecz.
Ewa: ok. Dlaczego zaraz takim tonem? A ty też spałeś, dopiero zapinasz spodnie?
Emil: Przestań czuję się jak na komisariacie.
Ewa: Dobrze. A gdzie ona jest? W gościnnym.
Emil: Nie, w moim pokoju.
Ewa: Dlaczego?
Emil: Znowu zaczynasz? Wychodzę.
Słyszałam ich sprzeczę, myślałam, że Ewa się czegoś domyśla. Nie wiem co by zrobiła gdyby dowiedziała się o mnie i Emilu? Przecież ona tak wierzy w związek swego brata z tą Candy. Jedno było pewne nie myślałam w tamtej chwili o Martinie, byłam szczęśliwa. Moje marzenie się spełniło, Emil mógł być marzeniem wielu dziewczyn, a akurat padło na mnie. Nie myślałam wtedy o żadnych konsekwencjach. Ubrałam się i wyszłam. Nie rozmawiałam nawet z Ewą, ponieważ nie jestem dobra w kłamstwach. Bałam się spotkania z moim chłopakiem, naprawdę Go kochałam, ale wiedziałam, że Go zdradziłam i czułam się z tym źle. Pierwszą myślą jaka wpadła mi do głowy to to, aby go rzucić. Nie chciałm Go ranić, bo za bardzo mi na nim zależało. Ale z drugiej strony to był niewinny skok w bok, a z Emilem nie było nic pewnego, przecież miał dziewczynę. Nie zauważyłam jak doszłam do domu. Weszłam do środka, a już słyszałam same zarzuty.
Tata: Gdzie byłaś? Miałaś zostać u tej Ewy, a ona dzwoni, że cię nie ma.! Wiesz jak ja się bałem o ciebie?!
Poszłam do mojego pokoju i wcale nie słuchałam ojca. Miałam sporo zaległości w szkole, więc postanowiłam coś nadrobić, ale nie potrafiłam się skupić. Nagle zaświeciła się moja komórka. Przeczytałam tylko Martin i nie miałam ochoty odbierać, ale się złamałam.
Martin: Kochanie?
Ja: Tak?
Martin: Coś się stało masz dziwny głos?
Ja: Nie wszystko w porządku. A dzwonisz w ważnej sprawie?
Martin: Kocham Cię. To ważna sprawa.
Ja: Tak, ale odrabiam lekcje, mam sporo zaległości. I...poczekaj drugi telefon.
Zobaczyłam na ekranie Emuś.
Ja: To z policji muszę kończyć, pa.;*
Rozłączyłam się. I odebrałam telefon Emila.
Ja: Halo?
Emil: Tu Emil. Chciałem Ci powiedzieć, że wychodząc tak bez słowa było głupotą. Mogło Ci się coś stać. I chc żebyś wiedziała, iż niczego nie żałuję, pa. Dobranoc.
Rozłączył się. Też niczego nie żałowałam, ale nie zdążyłam mu tego powiedzieć. Nie widziałam się z nim przez kolejne dwa tygodnie, nawet nie dążyłam do spotkania, ponieważ nie wiedziałam jak powinnam się zachować. Randki z Martinem, przekładałam tłumacząc, że mam tonę nauki. Jedno nie dawało mi spokoju, czułam się źle, wciąż było mi niedobrze, miałam mdłości, i bolała mnie głowa. Cztery dni temu miałam mieć okres, którego nie było. Nie wierzyłam, że mogłam zajść w ciążę.! To nie mogło się zdarzyć. Następnego dnia kupiłam test ciążowy. Zrobiłam i ...
CDN
 

 
Dalej byłam przerażona. Nie mogłam w to uwierzyć, nie miałam pojęcia czy mam się go bać czy może nie! Postanowiłam wyjść na spacer i odreagować. Myślałam, że nic gorszego stać się nie może gdt nagle sie zdarzało. Trzech facetów podeszło mnie od tyłu, a że była wczesna pora ludzi nie było na ulicy. Zawiązali mi oczy i uderzyli czymś w głowę. Gdy się ocknęłam byłam w jakimś bunkrze, chyba pod ziemią, była tam woda i pełno szczurów. Bałam się, byłam zmarznięta i chciałam ujrzeć światło. Naszczęście znalazłam telefon w kieszeni, nie byli to zawodowi porywacze, więc mnie nie przeszukali. Wybrałam numer mojego chłopaka.
Ja: Martin na pomoc! Ratuj mnie!
Martin: Co się stało? Gdzie jesteś?
Ja: Ktoś mnie porwał, jestem w jakimś bunkrze pod ziemią, boję się....
Bateria mi padła. Martin w tym czasie powiadomił mojego ojca. Przejrzeli mapy miasta i odkryli dwa bunkry. Rozdzielili się. Pierwszy dotarł do mnie Martin. Zadzwonił na policję, byłam mu taka wdzięczna, że mnie uratował. Nie chciałam zostać sama w domu, tata szedł do pracy, Martin musiał jechać, a moja macocha, którą traktowałam jak mamę, była w podróży służbowej z swoimi córkami. Tato zawiózł mnie do Ewy. Ona mnie wzięła i powiedziała, że się mną zaopiekuje. Musiał wyjść do sklepu i zaproponowała mi, abym poszła z nią. Ja natomiast wolałam zostać. Pod jej nieobecność przyszedł Emil. Spytał czy możemy porozmawiać. Zgodziłam się.
Emil: Przepraszam za tamto, nie chciałem, nie wiem co mnie napadło.
Ja: ok. Rozumiem chciałeś się zemścić.
Emil: To nie tak. O czym teraz marzysz?
Byłam zdziwiona jego pytaniem. Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
Ja: Nie wiem, a ty?
Emil: Chciałbym Cię pocałować....
Serce mi mocniej zabiło, przecież marzyłam o tym już wtedy kiedy pierwszy raz go zobaczyłam.
Ja: To pocałuj;*
Muszę zaznaczyć, że nie był to tylko pocałunek. Poszliśmy do jego pokoju. Było wspaniale. Czułam jak spełnia się moje marzenie. I wtedy wróciła Ewa.
CDN
 

 
Bałam się odwrócić, przecierałam oczy, myślałam, że to wszystko omamy ze zmęczenia. Po tym jak spotykam chłopaka, który podejmuje próbę samobujczą, w którym się zakochałam, mając wyrzuty sumienia wobec Martina, myślałam, że to sen. Za dużo sie wydarzyło naraz. Chłopak widząc moje przerażenie powiedział:
-To nie sen. To jawa.
Głos wydawał mi się znajomy. W 99% byłam pewna, że to Emil. Ale przecież to niemożliwe. Nożownik chwycił mnie za gardło, zakrył usta. W jednej chwili całe życie przeleciało mi przed oczami.
Nożownik: To ty. To ty jesteś córką tego policjanta, która wsadził mnie do więzienia.
Teraz byłam pewna to Emil. Przeciął mi dłoń, po której mej blizne do dzisiaj.
Emil: Nie mógłbym Ciebie skrzywdzić- właśnie to wyszeptał mi do ucha.
I uciekł. Ręka mi krwawiła. Teraz mu uwierzyłam, że był w więzieniu z winy swego brata.
  • awatar be happy . ♥: świetne . ;D myślałam że ją zabije xD czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały .
  • awatar without.you: W następnym rozdziale: porwanie, zdrada... :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Stałam na tym szpitalnym korytarzu i trzęsłam się, bojąc o życie Emila. Myślała, że trwało to całą wieczność, zanim lekarz wyszedł i powieział, że wszystko jest już w porządku.
Minęło kilka dni, tygodni, aż mój nieznajomy wyszedł ze szpitala. Ewa zaprosiła mnie do siebie. Oczywiście zgodziłam się, przecież musiałam go zobaczyć. Przyszłam z Martinem, ponieważ miał to być wieczór par. Nie wierzyłam własnym oczom. Gdy weszłam do pokoju na kolanach Emila siedziała jakaś blondyna!
Ewa: Poznajcie się, to jest Candy.
Ja: Miło mi.!
Ewa: A to siostra Candy, Dorota i jej chłopak Dawid.
Pomyślałam, że to jakaś gra. Dawid! przecież mój pierwszy chłopak nazywał się tak i jeszcze to imię brata od Emila. Myślałam, że to dawidomania. Ewa wyszła do kuchni.
Ja: Poczekaj, Ewa, pomogę Ci!
Ewa: To chodź!
Ja: To wieczór par, więc ta dziewczyna (Candy) jest z Emilem.
Ewa: Tak.
Ja: Mi kazałaś się trzymać od niego z daleka, a z inną był. Czegoś tu nie rozumiem.
Ewa: Ona jest z nim od niedawna. Po jego wyjściu ze szpitala. Emil się zmienił.
Ja: Tak.
Wzięłyśmy sałatki i poszłyśmy do pokoju. Nie mogłam znieść tego widoku. Candy zachowywała sie jak ..., aż brak mi słów. Unikałam wzroku Emila. Już wiedziałam to było z mojej strony zakochanie od pierwszego wejrzenia.
Ja: Muszę iść zapomniałam, ale umówiłam się z Łukaszem. Cześć.
Naprawdę nie byłam z nikim umówiona, to miała być tylko wymówka. Łukasz to mój przyjaciel już od dziecka, był ze mną w najtrudniejszych chwilach. Pomógł mi się pozbierać po odejściu mojej mamy. Zostawiła mnie i tatę jak miałam 5 lat. Zadzwoniłam do niego, zawsze miał dla mnie czas. Obiecał, że przyjedzie do mnie jak najszybciej. Był tylko jeden problem on miał dziewczynę, Kat, która była zazdrosna o mnie. Uważa, że przyjaźń między chłopakiem a dziewczyną nie istnieje.
Następnego dnia czułam się lepiej, pomyślałam, że gorzej być nie może, gdy wtedy zobaczyłam na ścianie cień, który trzyma w ręce nóż...
CDN
  • awatar without.you: W następnym rozdziale: kim jest tajemniczy facet z nożem i co zamierza zrobić, jaki ma to związek z moim ojcem policjantem?;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Martin: Ja też Cie kocham.
Ja: Ja Ciebie bardziej.
Martin: To my już pojedziemy do domu 3majcie sie wszyscy. Cześć.
Dotarliśmy, byłam wykończona, najpierw dwie noce imprezowałam, a potem jeszcze najadłam się strachu. Nie wiedziałam co z Emilem, czy wogóle żyje. Martin właczył telewizję, byliśmy u niego. Podszedł do mnie, a potem mnie przytulił.
Martin: Kocham Cię i wiesz moi kumple też mają dziewczyny, i już dawno to robili, więc jeśli mnie kochasz..
Ja: Słucham?
Martin: Chcę od Ciebie tylko dowodu miłości.
Ja: Ale ja nie jestem jeszcze gotowa.
Martin: Ciągle tak mówisz, 'nie jestem jeszcze gotowa', mamy już po 17 lat.
Ja: Ale Martin ty ciągle naciskasz.
Martin: Więc mnie nie kochasz.
Ja: Ależ naprawde cię kocham;*
Wyszedł, trzasnął drzwiami, nie wiedziałm co robić. Wkońcu postanowiłam.
Ja: OK. zróbmy to jak Ci tak zależy. Kocham Cię. Jestem wstanie zrobić dla Ciebie wszystko.
Martin: ;*
Tak zrobiłam to, ale najgorsze to, to że czułam się jak ulicznica. Martina bardzo kochałam i nie chciałam go oszukiwać. Jednak nie byłam wstanie powiedzieć mu, że nie jestem już dziewicą. Nie chciałam, aby się tego dowiedział, prawda była taka, że stało się to dwa lata temu jak miałam 15 lat. Był to pewien Dawid, moja pierwsza, wielka miłość. Naprawdę był to gwałt, ale nie przyjmowałam tego do wiadomości, wkońcu podobało mi się i w gruncie rzeczy nie żałuję tego. Ale pozostawał jeszcze Emil, do którego czułam coś nieziemskiego, wiedziała, że nasze losy jeszcze się połączą. Muszę iść krzyknęłam do Martina i wyszłam. Złapałam kolejny autobus i pojechałam do centrum. Tam kupiłam kilka owoców i sok, i poszłam do szpital. Zobaczyłam go w jednej z sal jak leżał nieprzytomny i nie dawał żadnego znaku życia. Znalazłam lekarza.
Ja: Co mu jest panie doktorze, czy on żyje?
Lekarz: Tak. Ale jego stan jest poważny, najbliższe doby będą decydujące.
Maszyny w jego sali zaczęły wariować, jego serce przestało bić. Poczułam jak tracę kogoś bliskiego memu sercu, a tak naprawdę nie znałam Go.
Lekarz robił co mógł...
CDN
  • awatar be happy . ♥: świetna ta historyjka , daję do obserwowanych . ;D miałabym prośbę , informuj mnie o nowych rozdziałach :) byłabym wdzięczna . xD zapraszam.
  • awatar without.you: W następnym rozdziale: obiecałeś!, prawdziwy przyjaciel, nowi znajomi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zobaczyłam w jego ręku pistolet nie wiedziałam co robić, chciałam uciekać, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. W tej chwili nie wiedziałam czy chce popełnić samobójstwo czy może zabić mnie. Ale zapewniał, że nie chce mnie skrzywdzić, więc co się dzieje? Nagle padł strzał, Emil padł na ziemię.
Emil: Chcę byś wiedział, że ja nic nie zrobiłem.
Ja: Wiem.
Chwiciłam za telefon zadzwoniłam na pogotowie. Potem jeszcze zatelefonowałam do taty, on jest, to znaczy był komendantem w miejscowej policji. Przyjechał, rozpoznał Go, rozpoznał Emila. Musiał iść złożyć zeznania, że to była próba samobójcza.
Ewa: Co on zrobił, na miłość boską najpierw jego matka, a teraz on.
Ja: Wasza matka.. A co ona dokładnie zrobiła, Emil mówił...
Ewa: To niemożliwe Emil nic nie mówi, a w dodatku komuś kogo nie zna. To była jego matka, teraz jest ze mną, jako brat przybrany. Jego matka się zabiła.
Ja: A brat, Emil coś wspominał.
Ewa: Dawid. NIe ma go, odszedł. Ich mama się załamała, a potem jeszcze syn idzie do więzienia, została sama. Dobra chodź, nie zostajemy przed posterunkiem, zabieram Cię ze sobą,poznasz moich znajomych
Przyjechałyśmy pod jej i Emila dom. Kiedy weszłyśmy do salonu zobaczyłam ludzi z którymi siedział wczoraj Emil.
Ewa: To jest Mateusz, a to jego siostra Wera.
Ja: Miło mi was poznać.
Mateusz: Cześć!
Ja: Musze zadzwonić do chłopaka.
Ewa: Jasne jak chcesz może tu przyjechać.
Ja: Dzięki.
Zadzwoniłam, obiecał, że za chwilę będzie.
PUK, PUK..
Martin: Hej wszystkim. Jestem Martin.
Ja: To mój chłopak.
Rzuciłam mu się na szyję i zaczęłam całować.;*
Ja: Kocham Cię.♥
CDN
  • awatar Gość: Sweet . Kocham to <3 ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
  • awatar Kaia.♥: Bardzo fajna inspiracja . Podoba mi się :P Super blog:) Wpadnę tu jeszcze :d X¦X¦X¦
  • awatar without.you: W następnym rozdziale: czy pójdziesz ze mna do łóżka, czy on żyje? pozdrawiam wszystkich, którzy czytają;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Tajemniczy nieznajomy: Zostanę tu.
Ja: Dzięki.
Zasnęłam, a przed oczami miałam tylko GO.
Pamiętam każda sekundę spędzoną z nim. Serce waliło mi jak młotem. Ocknęłam się, on słuchał muzy i siedział na parapecie, uśmiechnęłam się.
Ja: Możesz już pójść jak chcesz.
T.N: ...
Ja: Jeszcze raz dziękuję.
Wyszedł, był zamknięty w sobie, odizolowany od świata, mało mówił, a miał piękny głos. Ktoś zapukał, otworzyłam, to on.
T.N: Zapomniałem słuchawek.
Ja: Proszę
Na usta cisnęło mi się pocałuj mnie. I wtedy weszła jego siostra.
Ewa: Cześć jestem Ewa. To był mój brat, Emil. Dziewczyno nie wiesz co robisz, nie wchodź w to, daj spokój, nie spotykaj się z nim i nie rozmawiaj.!
Ja: Ale dlaczego? Co się stało?
Ewa: Nie ważne. po prostu. Tak będzie dla Ciebie lepiej. Uwierz mi...
Ja: Ale.
Poszła sobie pomyślałam "co to miało być" przeszedł mnie dziwny dresz. Nie wiedziałm co myśleć, co to miało znaczyć.?
Następny wieczór, impreza znów się zaczyna. Idę do pokoju, bo już nie mogę wytrzymać, oglądając go z siostrą i innymi nieznajomymi. Idę korytarzem nic nie widać, słyszę jakieś kroki, serce mam w gardle.
Buuu...-słyszę ciągle-Buuu... i jakiś cichy śmiech. Pomyślałam, że to znajome robią jakiś żart. Ale się pomyliłam. Odwróciłam się i zobaczyłam Emila w ręku trzymał piwo, widać już pijany.
Emil: Buuuu...
Nie wiem co robić, jedyne drzwi, które prowadziły do wyjścia zatarasował on. Strach, lęk, przerażenie. Nagle pojawiła się jego siostra.
Ewa: Emil daj spokój znów chcesz iść do więzienia? Chodź do mnie dziewczyno
Ja: Jestem Monika.
Wyszłyśmy.
Ewa: Co ty robisz? Mówiłam Ci , jestes taka mądra? On siedział w więzieniu za gwałt i narkotyki. Dalej jesteś taka odważna. Mówiłam Ci trzymaj sie od niego z daleka.
Ja: To nie moja wina szłam tylko do pokoju. On sam przyszedł, nie miałam pojęcia...
Ewa: No ok. mam nadzieję, że to się nie powtórzy.
Weszłyśmy na sale, jakby nigdy nic. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłam zostać zgwałcona. Niestety z biegiem czasu zdarzyło ię to dwa razy Oto moja historia, która zmierza nieustannie do końca, ale nadal trwa.
Godzina 04:15, połowa imprezowiczów się rozeszła, połowa śpi po kątach, idę do pokoju. Za rogiem ktoś stoi, chcę krzyczeć, uciekać. Wychodzi Emil.
Emil: Proszę zostań
Ja: Po co? Co chcesz zrobić?
Emil:Moja siostra naopowiadała Ci pewnie wiele głupot na mój temat. Siedziałem w więzieniu ale za mojego brata. Gdy trafiłem do kicia moja mama sie zabiła, zeskoczyła ze schodów z 6 piętra. Nie mam po co żyć, ale chce żebyś wiedziała, że nie chce Cię skrzywdzić. Buuuuuuu...Boisz się.?
Wyciągnął pistolet i...
CDN
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Byłam na imprezie w domu koleżanki, Toli. Nie lubię imprez, więc rozglądałam się wokół. Było pełno ludzi, każdy świetnie się bawił, większości nawet nie znałam. I wtedy go zobaczyłam siedział w rogu z innymi ludźmi. Wyglądał na smutnego i odizolowanego. Wszyscy byli juz pijani. Moja znajoma zaproponowała, aby u niej została. Poszłam do jednego z wolnych pokoi. Nagle obudziło mnie walenie w drzwi. Otworzyłam drzwi i ktoś rzucił mnie na łóżko. Bałam się. Odrażający facet próbował mnie pocałować. I wtedy nieznajomy, którego twarzy nie mogłam dostrzec uwolnił mnie od tego oprycha. Odwrócił się. Moje serce było w żąłodku. To był on tajemniczy nieznajomy...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›